9.12 Biogazownia rolnicza w Sobawinach pod Opocznem
9.12 Biogazownia rolnicza w Sobawinach pod Opocznem
Samowystarczalni energetycznie dzięki biogazowni
Biogazownia rolnicza w Sobawinach pod Opocznem została wybudowana przy zakładzie mięsnym ZUH Wojciechowski. Dzięki niej ów zakład stanie się wkrótce samowystarczalny energetycznie, ale już teraz biogazownia dostarcza mu większość zużywanej przezeń energii elektrycznej i cieplnej.
Zakład mięsny firmy ZUH Wojciechowski w Sobawinach to jeden z największych pracodawców w gminie Opoczno, a więc jest ważnym dla niej przedsiębiorstwem. Zatrudnia ponad 180 osób, zajmując się ubojem, przetwórstwem i produkcją mięsa, wędlin oraz podrobów. Ma też sieć sklepów firmowych i patronackich, w których sprzedaje swe wyroby. Jako duży odbiorca żywca wieprzowego i wołowego przyczynia się też rozwoju rolnictwa na tym terenie.

Biogazownia rolnicza przy zakładzie mięsnym w Sobawinach ruszyła wiosną 2014 r. Dlaczego przedsiębiorstwo ZUH Wojciechowski zdecydowało się na jej budowę? Liczyło przede wszystkim na to, że dzięki temu uda się znacząco obniżyć koszty funkcjonowania tego zakładu. Miało do tego dojść na dwa sposoby. Zanim powstała biogazownia, zakład mięsny w Sobawinach musiał przekazywać swe odpady poprodukcyjne do utylizacji zewnętrznej firmie i słono za to płacić (do niedawna nawet pół miliona złotych rocznie). Dziś zdecydowaną większość swoich odpadów przerabia na biogaz we własnej instalacji, dzięki czemu zakład stał się niemal bezodpadowy. Dodatkową korzyścią jest poferment z biogazowni, który jest tam suszony – ciepłem z biogazu (instalacja w Sobawinach jako pierwsza w Polsce była wyposażona w linię do suszenia masy pofermentacyjnej) – i przerabiany na pelet opałowy. Na razie firma wykorzystuje ów pelet na własne potrzeby, ale przygotowuje się do jego komercyjnej sprzedaży. Oprócz tego przymierza się do tego, by przerabiać część swego pofermentu na suchy nawóz.
Jeszcze większe oszczędności ma przynieść to, że zakład mięsny w Sobawinach już wkrótce nie będzie musiał kupować opału i prądu. Bo całą potrzebną zakładowi energię elektryczną i cieplną zapewni biogazownia, która już teraz dostarcza mu większość zużywanego przezeń prądu i ciepła. Niebawem będzie w 100 proc. zaspokajać jego potrzeby energetyczne. Dziś w zakładzie pozostało jeszcze tylko kilka urządzeń, m.in. wanny do gotowania szynek, które korzystają z energii cieplnej wytwarzanej z oleju opałowego. Mają one być jednak wkrótce tak przerobione, by mogły być podgrzewane zamiast olejem energią elektryczną, którą dostarczy biogazownia. Gdy te prace zostaną zakończone, zakład mięsny w Sobawinach będzie – dzięki swej biogazowni - całkowicie samowystarczalny energetycznie. Zaoszczędzi w ten sposób setki tysięcy złotych rocznie, bo przed uruchomieniem biogazowni tylko oleju opałowego zużywał w skali roku 100 tys. litrów (był to główny opał w zakładzie).
Biogazowa instalacja w Sobawinach ma moc elektryczną 0,5 MW, a cieplną – 0,7 MW. Do 40 proc. stosowanego w niej surowca mają stanowić odpady poubojowe (na razie jest to 20 proc.), a resztę przeterminowana żywność – ze sklepów mięsnych firmy ZUH Wojciechowski oraz kiszonka z kukurydzy, w większości z własnych upraw tegoż przedsiębiorstwa.
– Połączenie kukurydzy i odpadów poubojowych jako substratów do produkcji biogazu, doprowadzenie do tego, żeby proces produkcyjny przy ich łącznym użyciu był prawidłowy, jest trudne, wymaga specjalistycznej wiedzy. Nam to się jednak udaje – twierdzą przedstawiciele firmy ZUH Wojciechowski.
Zadowolone z inwestycji są władze gminy Opoczno. Przede wszystkim dlatego, że dzięki niej powstało kilkanaście nowych miejsc pracy. Budowie biogazowni w Sobawinach nie towarzyszyły żadne protesty społeczne. Głównie z dwóch powodów. Po pierwsze firma ZUH Wojciechowski zorganizowała spotkania z mieszkańcami, na których tłumaczyła im, że biogazownia, przy zastosowaniu odpowiednich zabezpieczeń (np. zamkniętego zbiornika na poferment), nie musi być uciążliwa dla otoczenia. Mieszkańcy w to uwierzyli, w dużej mierze dlatego, że biogazownia w Sobawinach miała stanąć tuż obok domu syna właściciela firmy ZUH Wojciechowski. Po drugie tenże właściciel, Zdzisław Wojciechowski, jest w Sobawinach, m.in. jako wieloletni przewodniczący rady miasta i gminy Opoczno oraz działacz sportowy, powszechnie szanowany.
- Podczas przygotowań do budowy biogazowni, załatwiania związanych z tym formalności, a potem realizacji inwestycji, władze gminne ani nam nie pomagały ani nie przeszkadzały – mówią przedstawiciele firmy ZUH Wojciechowski. To jednak wystarczyło, żeby inwestycja poszła sprawnie, nie ugrzęzła na etapie procedur administracyjnych.
Na koniec warto rozwinąć jeszcze wątek suszenia pofermentu, w czym biogazownia w Sobawinach była pionierem w Polsce. Suszenie i przerabianie pofermentu na pelet czy nawóz to rozwiązanie, które już wdrożono z powodzeniem w Niemczech i Czechach. Jest godne zauważenia m.in. dlatego, że zarówno w warunkach polskich, jak i niemieckich, zagospodarowanie pofermentu bywa bardzo problematyczne. Zazwyczaj stosuje się go jako tzw. mokry nawóz, ale w większej biogazowni (o mocy 1-2 MW) powstaje tyle masy pofermentacyjnej, że potrzeba setek hektarów gruntów rolnych, by ją w ten sposób zagospodarować. Tak wykorzystywany poferment trzeba bowiem odpowiednio glebie dawkować, ani za dużo, ani za często. Należy też wziąć pod uwagę fakt, że poferment powstaje w biogazowni każdego dnia, a według przepisów nie można go wywozić na pola jako nawóz przez cały rok. Zakazane jest robienie tego zimą.
Po drugie poferment nie jest bezzapachowy i dlatego nawożenie nim pól budzi w naszym kraju protesty. Lokalne społeczności odbierają to często jako bardziej uciążliwe niż samo funkcjonowanie biogazowni. Szczególnie, że zdarza się, zwłaszcza wtedy, gdy biogazownia jest niewłaściwie zaprojektowana i eksploatowana, że poferment cuchnie - wprawdzie mniej intensywnie niż gnojowica czy obornik, ale jednak cuchnie. Sposobem na to jest wstrzykiwanie pofermentu do gleby zamiast wylewania go na nią lub przeorywanie pola zaraz po nawiezieniu. Nie każdy jednak to robi. Suszenie pofermentu i przetwarzanie go na suchy nawóz o słabym, niedokuczliwym zapachu lub na opał wydaje się więc świetnym rozwiązaniem.


Strona została utworzona dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jej treść odpowiada wyłącznie Fundacja na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa.