Panel logowania

Nie masz konta? Rejestracja  | Zapomnialeś hasła? Przypomnij

Pobierz publikację

9.9 Biogazownia w Działyniu

9.9 Biogazownia w Działyniu

Prąd z biogazowni dla gospodarstwa

 

Gospodarstwo rolne „Działpol” w Działyniu (gmina Kłecko, Wielkopolska) ma być samowystarczalne energetycznie – dzięki wybudowanej przy nim biogazowni rolniczej. To chyba pierwszy w Polsce przykład gospodarstwa rolnego z biogazownią, które na własne potrzeby wykorzysta nie tylko ciepło, ale i energię elektryczną, wytwarzane z biogazu.

 

 

 

„Działpol” to spółka pracownicza, która powstała w 2000 r. w wyniku przekształcenia w nią byłego kombinatu państwowych gospodarstw rolnych. Gospodaruje na 1,5 tys. ha gruntów rolnych. Uprawia zboże, rzepak, kukurydzę, warzywa, ma też dużą hodowlę krów. Jest członkiem Grupy Producentów Ziarna Zbóż i Nasion Oleistych w Działyniu, Spółdzielczej Grupy Producentów Mleka w tej samej miejscowości oraz Spółdzielczej Grupy Producentów Warzyw „Piast”.

 

Budowa biogazowni rolniczej miała być dla „Działpolu” kolejnym krokiem w rozwoju, w jego unowocześnianiu, jednym z remediów na niezbyt sprzyjający rolnictwu rynek. Chodziło m.in. o częściowe uniezależnienie się od wahań koniunktury i cen w rolnictwie (dla przykładu: jeśli ktoś ma biogazownię, nie musi obawiać się niskich cen kukurydzy, bo może ją wtedy przerabiać na energię).

 

Do takiej inwestycji gospodarstwo zachęcało to, że mogło samo zapewnić sobie surowce do produkcji biogazu (w tym przypadku kukurydzę, obornik i gnojowicę), a z drugiej strony miało niemal pewny zbyt produkowanej przez biogazownię energii elektrycznej i cieplnej. Prąd można bowiem w całości sprzedać do sieci, a wytwarzanym jednocześnie ciepłem biogazownia miała ogrzewać przede wszystkim stojące w niedalekim sąsiedztwie bloki popeegerowskie. Bloki, w których jest łącznie kilkadziesiąt mieszkań, ogrzewanych obecnie węglem i peletem.

 

Gdy jednak „Działpol” ogłosił, że chce budować biogazownię, część mieszkańców zaczęła protestować. Bojąc się fetoru. Spółka zorganizowała im więc wycieczkę do istniejącej już biogazowni rolniczej w Kalsku, by na własne oczy zobaczyli, że taki obiekt nie musi być uciążliwy dla otoczenia. Po wycieczce mieszkańcy Działynia z przeciwników inwestycji stali się jej gorącymi zwolennikami. Dostrzegając w niej szansę na rozwój swej miejscowości. Budowę biogazowni zaczęli popierać także sołtys Działynia i gminny radny z tej wsi. Mieszkańcy przekonali się do budowy biogazowni do tego stopnia, że napisali list do władz gminy, w którym napisali, iż są „za” tą inwestycją. – Po takim sygnale ze strony mieszkańców urząd gminy zmienił nastawienie do naszego przedsięwzięcia, zaczęła się z nim bardzo dobra współpraca – opowiada Paweł Florkiewicz, prezes firmy Biogaz Działyń, biogazowej spółki-córki „Działpolu”. – Na czym to polegało? Na tym, że urząd podchodził do naszej inwestycji w sposób bardzo profesjonalny i odpowiedzialny. Szybko załatwiał procedury.

 

Biogazownia w Działyniu ruszyła w lipcu 2014 r. Nastawienie gminnych władz w dalszym ciągu jest wobec niej przychylne. Burmistrz Kłecka, który ją wizytował z jednym ze swoich urzędników, nazwał ją obiektem na miarę XXI wieku. Nie znaczy to jednak, że wszystko idzie gładko. Bo biogazownia, choć już działa, wciąż nie ogrzewa popeegerowskich bloków w Działyniu. Dlaczego? By mogła je ogrzewać, trzeba najpierw między nią a blokami wybudować ciepłociąg. Trasa ciepłociągu (o długości 1,2 kilometra) ma biec przez działki, należące do wielu właścicieli. Na ciepłociąg zgodził się bez żadnych problemów urząd gminy, właściciel jednej z działek. Zaakceptowali go też inni właściciele, m.in. gnieźnieńska kuria metropolitarna oraz powiatowy zarząd dróg. Nie zgodziła się jedynie Agencja Nieruchomości Rolnych, ale to zupełnie osobna historia, która na szczęście wydaje się zbliżać do szczęśliwego końca. Na tym szczęśliwym końcu bardzo zależy mieszkańcom bloków, które mają być ogrzewane z ciepłem z biogazowni. Bo dzięki temu ich rachunki za ogrzewanie mogą spaść nawet o 1/3.

 

Bardzo zależy na tym także samemu „Działpolowi”, który zimą ciepłem ze swej biogazowni chciałby ogrzewać bloki, a w pozostałe miesiące dostarczać je do swoich, powstających właśnie, silosów zbożowych i suszarni. Biogazownia będzie zaopatrywać te silosy wraz z suszarnią także w prąd, co na polskie warunki jest rozwiązaniem nowatorskim. W dodatku rozwiązaniem, które przyniesie gospodarstwu spore oszczędności. Dlatego docelowo gospodarstwo ma być w całości zaopatrywane w prąd i ciepło przez swą biogazownię.

 

Obecnie biogazownia w Działyniu energię elektryczną sprzedaje do sieci, a wytwarzane w nim ciepło wykorzystuje m.in. do suszenia – odseparowanych wcześniej – części stałych pofermentu. Po wysuszeniu są one przerabiane na pelet opałowy, wykorzystywany w gospodarstwie. Firma jest też w trakcie uzyskiwania certyfikatu, dzięki któremu wysuszony poferment będzie mógł być zakwalifikowany jako nawóz. Płynna część pofermentu już służy do nawożenia pól w gospodarstwie. Dzięki wykorzystaniu masy pofermentacyjnej jako nawozu „Działpol” może zużywać mniej nawozów sztucznych. To kolejna oszczędność i środek do większej samowystarczalności. To wszystko opłaca się tym bardziej, że podstawowym surowcem do produkcji biogazu w działyńskiej biogazowni jest obornik, powstający w gospodarstwie „Działpolu”. A więc surowiec praktycznie darmowy. To m.in. dlatego, jeśli chodzi o ekonomikę całego przedsięwzięcia, biogazownię w Działyniu można śmiało zaliczyć do obiektów wzorcowych.

 

 

 

Dodaj do schowka